Aktualności

Wyniki konkursu „Zaraź się czytaniem”

Wyniki konkursu „Zaraź się czytaniem”

Dziś 23 kwietnia  - Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich. Myślę, że to idealny dzień na ogłoszenie wyników w konkursie bibliotecznym „Zaraź się czytaniem”.

Prac na konkurs przyszło bardzo dużo. I każda była wyjątkowa. Prace miały różną postać. Były zdjęcia, filmik, wiersze, opowiadania, piosenka. Komisja miała tak trudny wybór, że postanowiła nagrodzić więcej niż tylko 3 osoby. Przyznano 1 pierwsze miejsce, 2 drugie i 2 trzecie miejsca oraz 5 wyróżnień. 

Oto nagrodzone prace:

I miejsce – Wanessa z III TAK – filmik

II miejsce – Bartek z III TAK – zdjęcie

II miejsce – Maja z I TJ – opowiadanie

III miejsce – Mariola z IV TOT – wiersz

III miejsce – Sara z IV TOT – zdjęcie

 

A teraz wyróżnienia:

Gabrysia z II TOT i Ewelina z II TE – piosenka

Anita z II TOT – zdjęcie

Weronika z III TOT – zdjęcie

Julka z I TOT – zdjęcie

Krzysiek z I TB – wiersz

 

Zgodnie z obietnicą osoby z miejsc od I do III proszone są o wybranie sobie, jaką chciałyby otrzymać w nagrodę książkę – proszę przesłać informację do pani Bosowskiej na e-dziennik. A na wyróżnionych będzie czekało ptasie mleczko (oczywiście jak już w końcu wrócimy do szkoły).

 

Serdecznie gratuluję wszystkim nagrodzonym i wyróżnionym.

I zachęcam do czytaniaJ

D.Bosowska

 

Film I miejsce – Wanessa z III TAK 

OPOWIADANIE MAI - 2 MIEJSCE W KONKURSIE
"ZARAŹ SIĘ CZYTANIEM!"

Miłego czytania!

Poniższa praca, to fikcja literacka. Nie utożsamiam się z bohaterką, jej słowami i poglądami. Wszelka zbieżność imion i nazwisk, to przypadek.

Zawsze miałam ciekawe życie. Oczywiście, nie przeżywam wielkich przygód co wtorek, ale zawsze mam historie do opowiedzenia znajomym, czy rodzinie. To fajne, bo umiem mówić tak, żeby ludzie mnie słuchali, a do tego się śmiali. To moja ulubiona część życia. Tworzenie z niego gawęd.

~*~

Jednak nastały ciężkie czasy. Kwarantanna. Zdałam sobie sprawę, jak bardzo uzależniona od społeczeństwa jestem. Nigdy nie czułam potrzeby zagadywania losowych ludzi na ulicy. Mimo tego, że kocham z nimi rozmawiać, wystarczał sam ich widok.
Bardzo lubię patrzeć na mijających mnie w pośpiechu dorosłych i głośne, kręcące się wokół nich dzieci. Wymyślam wtedy rozwinięte historie, a oni sami stają się dużo bardziej ludzcy. Łączenie żyć dwóch osób, które w rzeczywistości pewnie nawet nie widziały się na oczy, jest fascynujące. Nie zliczę, ile romantycznych scen i dramatów powstało w mojej głowie. Chyba powinnam iść do szkoły reżyserskiej. Teraz jednak, mimo tego, że siedzę w domu dopiero dwa tygodnie, moja głowa jest pusta. Nie tworzą się w niej ani wyobrażenia danych ludzi trzy epoki temu, ani opisy zabawnych sytuacji.
Zauważyłam, że odkąd znudziło mi się całodniowe patrzenie w ekrany, najpierw oglądając filmy i seriale, a potem grając z bratem w Minecrafta, strasznie spadło moje samopoczucie.
Jedzenie dwudziestu posiłków dziennie zaczęło mnie przerażać, a spędzanie czasu z moją rodziną polega na siedzeniu na kanapie i scrollowaniu facebooka. Siedzimy wspólnie, ale telefon każdy ma swój.

Moja familia jest całkiem przeciętna. Mama pracuje normalnie, a tata z powodu koronawirusa siedzi w domu tylko dlatego, że sam wirus szerzy spustoszenie w branży transportowej). Mam też starszego brata, tegorocznego maturzystę (jeśli matury się odbędą, a zaraza nas wszystkich nie zmiecie) i młodszą siostrę - Zuzię. Chodzi do pierwszej klasy, bardzo głośno mówi i przeszkadza mi w popołudniowych seansach Lucyfera z rodzicami.
~*~

Myślę, że kiedyś moje życie naprawdę było dużo ciekawsze. Nauka w szkole z internatem, harcerstwo, ciągłe spotkania ze znajomymi. Teraz kiedy szkoły są zamknięte, zbiórki odwołane, a przyjaciele pozamykani w domach straciłam chęci do szukania ciekawych zajęć. Nudzi mi się tak bardzo, że nie chce mi się nic robić, co oznacza, że koło się zamyka i nakręca moje egzystencjalne problemy. Chciałabym wsiąść do busa i albo przeżyć coś ciekawego i nowego, tak jak wtedy, kiedy pan kierowca nie miał jak wydać mi reszty i bardzo nieodpowiedzialnie jeździłam z nim po całym Krakowie w poszukiwaniu stacji benzynowej, albo przynajmniej popatrzeć na mijające auta wymyślając, dokąd tak pędzą.

Samochody są szybkie. Zdecydowanie rozwijają zbyt szybkie prędkości. Dawno temu uwielbiałam jeździć z moim ojcem, zawodowym kierowcą, śmiejąc się ze znikających daleko za nami ludzi, ale teraz odczuwam duszący lęk przed taką prędkością. Przestałam lubić podróże w takim tempie, ale moje życie ciąglę pędziło tak samo. Aż do pewnej pięknej środy.

~*~
Dzień 20
Minęło dwadzieścia dni kwarantanny. Mój telefon postanowił dziś zakończyć swój żywot spadając z łóżka, a wraz z nim zniknęła szansa sprawnej komunikacji ze światem. Teraz całe dni tracę na kręceniu się po domu i zastanawianiu się co ciekawego porabiają moi przyjaciele. Nie miałam z nimi żadnego kontaktu od kilku godzin, a to dobijało mnie jeszcze bardziej.

Wieczorem nadeszło olśnienie. Mój wspaniałomyślny brat wynalazł cudowny sposób na nudę: puzzle! Bardzo dobrze, że mam jeden zestaw przygotowany na sytuacje kryzysowe. To wcale nie tak, że dostałam go milion lat temu, ale nigdy nie miałam czasu go ułożyć. Sama układanka ma tysiąc elementów, co zapewnia godziny wspaniałej zabawy i jakże majestatyczny wzór konia.

~*~
Dzień 21
Zaledwie dobę później stało się coś strasznego – puzzle zostały ułożone. Uznaliśmy zrobienie tego w jeden wieczór za głupie. Chciałam posiedzieć nad nimi jeszcze kilka godzin, ale Olek stwierdził, że idzie spać, a do poziomu układania po ciemku jeszcze nie doszłam.

Z nudów poszperałam dzisiaj po szafkach w poszukiwaniu pamiętnika. Był. Zakurzony, na samym dnie i z ostatnim wpisem z czasów trzeciej klasy podstawówki.
Na pierwszej stronie zapisałam dla wyjaśnienia:
Po pierwsze: kocham ludzi, przebywanie z nimi, patrzenie na nich i rozmowę, a moja mało społeczna rodzina nie daje mi możliwości rozwoju umiejętności interpersonalnych.
Po drugie: lubię spacerować. Daje mi to możliwość rozmawiania ze znajomymi przez telefon i oddychania świeżym powietrzem na raz. Teraz jednak, mimo tego, że mieszkam na odludziu, mam definitywny zakaz wychodzenia za bramę, a spacerowanie w kółko po ogrodzie nie daje mi radości.
Po trzecie: Nie mam co robić w domu. Od ciągłej gry na gitarze bolą mnie palce, jedzenie szybko się kończy i mama stwierdziła, że musimy przestać pochłaniać milion posiłków dziennie. Skończyły mi się wszystkie fajne filmy do oglądania, a siedzenie przy lekcjach uznaję za rozrywkę niegodną mojego poziomu.

~*~
Dzień 22
Sytuacja staje się krytyczna. Postanowiłam zacząć ćwiczyć, co nie powinno mnie dziwić, bo kocham sport. Nigdy jednak nie miałam ciągotek do ćwiczeń polegających na wymachiwaniu kończynami leżąc, albo robieniu przysiadów z wyskokiem.

Aktywność fizyczna jest naprawdę fajna. Uwielbiam grać w piłkę nożną i robię to hobbystycznie od zawsze, bo przecież mam starszego brata. Gram dobrze, umiem kilka ciekawych rzeczy, a to wszystko dzięki temu, że grałam. Dużo czasu, bardzo dużo, poświęciłam na latanie za piłką, a wszystko po to, żeby ktoś to kiedyś zobaczył. No cóż, nie ma happy endu, bo w tym roku szkolnym w nogę na WF-ie graliśmy dwa razy, a na zawody została wysłana Roksana, a nie ja. Nie powinnam tego mówić, ale nie gra dobrze. Umie kopnąć piłkę, ale nic więcej.

Taaak, zazdrość to coś strasznego. Cierpię niestety straszliwe katusze, bo odczuwam ją często. Nie jestem zawistna i nie chcę niczyjej krzywdy, żebym miała lepiej niż on, ale ściska mi się żołądek kiedy wiem, że lepiej ma ktoś, kto na to nie pracował, ale jest po prostu bardziej doceniany, czy ładniejszy.

~*~
Dzień 23
Dzisiaj chyba dwudziesty raz obejrzałam Zieloną Milę. Co ciekawe, za każdym razem odbieram ten film inaczej, za każdym razem głębiej. Uwielbiam go, moim zdaniem aktorzy są cudowni, reżyser genialny, a gra świateł i to, jak przeplatają się wątki lekkie i przyjemne (pan Dzwoneczek) i te cięższe (egzekucje) jest fascynujące.

Chciałam podzielić się kolejną porcją przemyśleń z mamą, ale stwierdziła, że nie ma czasu, bo ogląda Chicago Med. Przykra sprawa. Usiadłam więc obok na naszym szarym narożniku i pooglądałam trochę z nią. Szybko mi się znudziło i poinformowałam o tym moją rodzicielkę, która zamiast okazać mi zrozumienie, gwałtownie wstała i sobie poszła. Nigdy nie wiem, co zrobić w takich sytuacjach, więc po prostu siedziałam dalej i mocno się zdziwiłam, bo mama wróciła z książką w ręce.

W moim domu nikt nie czyta. Mimo tego, mamy bardzo dużo książek. Nie wiem dlaczego, ale trzy wielkie półki aż uginają się od nich uginają. Nie miałam nawet pojęcia, że mamy w domu książkową wersję Zielonej Mili.

Mama wręczyła mi ją z wyrzutem i kazała sobie iść.

Książka jest wyjątkowo ładna. Pozłacane litery, zielona okładka, czarny grzbiet i tył. Mówią, żeby nie oceniać książki po okładce. Ta jednak wyglądała na dobrą książkę.

Ta myśl zniknęła wraz z otwarciem książki.

Borze szumiący, w życiu tego nie przeczytam. Co za nieudane wydanie! Literki napisane chyba czcionką rozmiaru pięć, brak obrazków i ponad czterysta stron. Naprawdę nie wiem, kto na to wpadł.

Dobra, jednak nie jest źle. Przebrnęłam przez dwie strony wstępu, ale stwierdziłam, że to bez sensu i pominęłam go razem z listem do czytelnika.
Dalej powinno być lepiej.

Dalej jest super. Przeczytałam dopiero jeden rozdział, ale to takie fajne, że ciężko się oderwać. Książka wnika w umysły tych, o których pisze i tych, którzy czytają. Nie wiedziałam że się tak da. Ostatnią książką którą przeczytałam był Anaruk chłopiec z Grenlandii i powiem szczerze, że na małej wtedy, siedmioletniej, mnie, nie wywarł większego znaczenia. Od tamtego czasu nie przeczytałam nic co ma grzbiet i więcej niż siedemnaście stron. Szach-mat Latarniku.

~*~
Dzień 24
Czytałam cały dzień i całą noc. Zielona Mila się skończyła, ale stwierdziłam, że mam przecież całą górę książek. Czas na obławę na coś innego.

Padło na Dziki jakiegoś mesksykańskiego autora. Książka nie jest o dzikach, tylko o jakimś dzikim psie-wilku. Tak mówi opis. Okładka jest piękna! Czarna, przepasana kolorowymi kreskami i z małym, białym wilkiem w dolnym rogu. Tak, ten wilk mnie skusił.

Kocham wilki. Fascynuję się nimi od zawsze, mój pokój jest cały w ich motywie, a w mojej głowie jest tyle informacji o nich, że nie wiem, czego nie wiem. A jestem pewna, że nie znam jeszcze ogromnej ilości ciekawostek i faktów, bo to tak złożone zwierzęta, że wszystkiego nie wie o nich nikt. Moim marzeniem jest posiadanie wilczaka czechosłowackiego i zamieszkanie z nim w górach. Góry też kocham. Uwielbiam takie rzeczy, bo kojarzą mi się z wolnością, a bycie wolnym, to bycie szczęśliwym.

To jest beznadziejne. Nawet nie wiem co napisać, bo przeczytałam trzy rozdziały i mi się odechciało. Odechciało mi się nie tyle czytania, co egzystencji na tym samym świecie co autor. Nie chcę wiedzieć co jest dalej, bo wystarczyło pięć szerszych opisów i zamknęłam książkę z hukiem. Obiecuję, że nigdy więcej nie spojrzę na tę okładkę z wilkiem w rogu.

~*~
Dzień 25
Cały dzień zajęło mi dojście do siebie to tamtej czytelniczej porażce. Nie nudziłam się jednak. Polubiłam wszystkie czytelnicze strony na Facebooku i Instagramie. Znalazłam jakąś starą zakładkę i nawet zasubskrybowałam kanały książkowe na YouTube’ie. Od teraz jestem intelektualistą, a z ludźmi, którzy nie przeczytali przynajmniej pięćdziesięciu książek w tamtym roku nie będę utrzymywać kontaktu.

Oczywiście żartuję, nie cierpię na symptom rzucania palenia, który wygląda właśnie tak. ,,Rzucam palenie- od dzisiaj nienawidzę papierosów, palaczy i ich dzieci. Jestem lepszy, bo nie palę”. To nie powinno tak wyglądać.

Teraz czas przejść się do regału i znaleźć następną ofiarę.

Wpadłam na genialny pomysł znalezienia książek, na których podstawie oglądałam filmy. Nawet nie wiedziałam, że zbierze się ich tak dużo. Mam cztery tomy Wiedźmina, Małe Kobietki, Zew Krwi, Białego Kła, Call me by your name, całego Harry’ego Pottera, Był Sobie Pies i jeszcze pewnie milion innych tytułów których nie znalazłam. Myślę jednak, że do końca kwarantanny mi wystarczy.

Zacznę od najcieńszej, a skończę na Insygniach Śmierci - ostatniej książce z serii o Harrym.

~*~
Dzień 26
Jak szybko mój plan powstał, tak szybko legł w gruzach, bo jednak zaczęłam, znowu patrząc na okładkę. Wielki nochal przyciągnął moją uwagę i tak w moje ręce wpadł Był Sobie Pies.

Trzysta dziewięćdziesiąt jeden stron, normalnej wielkości litery i lekkość słów sprawiły, że po dobie czytania książka się skończyła. Zostawiłam na jej kartkach ogromne ilości śladów po łzach, ale powiem szczerze, że nie skłoniła mnie ona do głębokich przemyśleń w trakcie i po przeczytaniu. Czytając Zieloną Milę głowa bolała mnie od analizowania, porównywania, łapania cytatów i drugiego dna. Tu tego nie było, tu była piękna, ale płytka historia psiej duszy która chciała spełnić swój cel.

Stwierdziłam, że wieczorem przeczytam Zuzi, przynajmniej jeden rozdział. Obie kochamy pieski, więc to idealna książka. Brak umiejętności czytania nie może stanąć jej na przeszkodzie do poznania tego świata.

~*~
Dzień 27
Dzisiaj czas na Wiedźmina. Oglądałam polski film i serial, grałam we wszystkie trzy gry, a już pierwszego dnia po premierze pochłonęłam całą adaptację Netflixa.

Hmm, Wiedźmin napisany jest zupełnie inaczej, niż wszystko, co kiedykolwiek czytałam. Mam za sobą już dwie, licząc Anaruka trzy, książki, więc wiem, co mówię. Tutaj idzie mi dużo ciężej, bo styl jest zawiły i ciężki, a jedną stronę muszę czasem przeczytać dwa razy, bo natłok imion mnie przytłacza.

Dzisiaj czytałam dużo mniej, bo pogoda jest piękna, a przesiedzenie w pokoju takiej temperatury to grzech. Skończyło się na tym, że przeczytałam tylko trzy opowiadania, ale zauważyłam coś cudownego! O postaciach książkowych też można wymyślać historie. Można łączyć elementy światów, które już powstały, a to daje nawet więcej możliwości niż zwykli ludzie.
Gdy biegałam po podwórku do mojej głowy napłynęło tyle pomysłów, że od razu mi się zrobiło lżej na sercu.

~*~
Dzień 28
Pada, pada i pada. Cały dzień pada. Bardzo się cieszę, że zostawiłam wczoraj tego książkę i wyszłam.

Myślę, że Wiedźmina zostawię na później, a teraz znowu przeczytam coś lekkiego.

Okładka Małych Kobietek wygląda przyjemnie, w książce są obrazki i duże literki. Cudownie! Film bardzo mi się podobał, więc książka też pewnie będzie dobra.

Bohaterki tego kloca są tak ciekawie wykreowane, że zapiera mi dech w piersiach! Każda ma swój charakter i nie gubi go nawet na chwilę w całej książce. Jestem pewna, że nie skończę ani dziś, ani jutro, bo nie mogę się skupić, ale to dobrze, bo starczy na dłużej.

~*~
Dzień 29

Dzisiaj przeżyłam przygodę. Nareszcie.
Wybrałam się po południu z mamą do dyskontu z owadem w nazwie, żeby pomóc jej zrobić zakupy dla sąsiadki. Gdyby miała zrobić to sama, to musiałaby stać w kolejce przed sklepem dwa razy, robić zakupy dwa razy i stać przy kasie dwa razy. Dzięki mojej nieocenionej pomocy skróciłam czas zakupów dwa razy.
Latałam z listą, zbierałam produkty, pomogłam bardzo fajnej pani bez koszyka podnieść pora, który jej wypadł, przepuściłam podpitych facetów w kolejce, aż w końcu doszłam do kasy. Na liście dla pani sąsiadki nie było wody, ale my kupowaliśmy trzy zgrzewki, więc po zapłaceniu odsunęłam mój prawie pusty wózek i poczekałam, aż kasjerka przebije wodę przez kasę. Potem zaczęłam po kolei wsadzać je do wózka. Na spokojnie weszły dwie i, moim zdaniem, została idealna luka na trzecią. Zaczęłam ją więc tam wciskać. Męczę się, przesuwam tamte. Próbuję pod każdym możliwym kątem, a tu nagle dostaję strumieniem wody. Dostał też losowy pan z kasy obok, a kasjerka miała szczęście, że zamontowali im szybę z plexi. Jeden-zero dla butelki.
Sprzedawczyni stwierdziła, że mam iść przynieść nową zgrzewkę, a tę zostawić, bo ewidentnie była uszkodzona.
Chciałam powiedzieć, że to pewnie moja wina, ale nie jestem tego pewna. Ja po prostu mam szczęście do takich historii.
Pozdrawiam pana z kasy obok.

Kupiłam sobie książkę. Dziewięcioro nieznajomych, brzmi ciekawie, a na okładce jest różowy japonek. To nie ma prawa być złą książką.

Kupiłam też dwie inne. Jedną Irvinga z jaszczurką na okładce (jaszczurki to najpiękniejsze zwierzęta na ziemi), ale mama zabroniła mi przeczytać, bo twierdzi, że będzie dla mnie za ciężka. A drugą dla Zuzi. Dzięki mnie zapragnęła czytać o pieskach, a biorąc pod uwagę cudowną promocję -TRZY ZA DWIE, nie mogłam nie wziąć Czarusia, małego uciekiniera. Ma sto stron, bardzo duże literki i rysunki, więc mam nadzieje, że to dobry wybór.

~*~
Dzień 30

Zauważyłam coś bardzo ciekawego. Zaczęłam czytać tydzień temu, w tym czasie przeczytałam dwie dość grube książki, pół Małych Kobietek, trochę Wiedźmina i zdecydowanie za dużo tego meksykańskiego tworu.
Pomogłam też polubić czytanie Zuzi, która od wczoraj pochłania Czarusia.

Stwierdziłam, że książki ma polubić każdy w naszej rodzinie. Zrobiłam dzisiaj taktyczny wywiad z Olkiem i sprawnie wplatając w rozmowę pytanie “książka w jakiej tematyce by ci się spodobała?”, a on wyławiający kolejną rybę w Russian Fishing 4, stwierdził, że o wędkarstwie. Mogłam na to wpaść.

Olek bardzo lubi łowić ryby. Nauczył go tego dziadek i od kiedy pamiętam nad łowiska zabierali też mnie.
Załóżmy, że pierwszy raz jak z nimi pojechałam miałam sześć lat. Nie od razu to polubiłam, bo miałam zakaz ruszania się, mówienia i głośnego oddychania. Nie wiedziałam, że ryby są takie płochliwe. Stwierdziłam, że nie będę z nimi jeździć, bo to nudne, a oglądanie nabijania robaków na haczyk mi się nie podobało. Wtedy jednak zmienili przynętę na kukurydzę. Otworzyli puszkę, powbijali po dwa ziarenka i postawili ją na stoliku. I wtedy do akcji wchodzę ja - cała na różowo. Jedno ziarenka, drugie. Pierwsza garstka, trzecia. Trochę przejęłam się, gdy zobaczyłam dno puszki. Odjechałam na drugi koniec ławki i udawałam, że nie mam z tym nic wspólnego. Z ryb wróciliśmy wyjątkowo wcześnie.

W takim wypadku muszę znaleźć książkę o rybach. Znam te regały już dość dobrze, a nic nie rzuciło mi się w oczy, więc jest małe prawdopodobieństwo, ale nie zaszkodzi mi poszukać.

Znalazłam. Z opisu wynika, że Lato szczupaka ma tylko rybny wątek, a jest o śmierci, ale to chyba nic nie szkodzi. Ma niecałe sto stron i zwyczajną okładkę z trzciną nad jeziorem. Ryba jest? Jest. Pasuje.

Olek od kilku dni buduje z ojcem kurnik (widać co nuda robi z człowiekiem), więc wraca do pokoju dopiero po południu. Z tego powodu zostawiłam książkę na biurku i wróciłam do regału na poszukiwanie czegoś dla rodziców.

Pamiętam, że jeszcze za czasów “starego” Top Gear mój ojciec nałogowo to oglądał. Mi nie podobał się nadmiar wulgarnego humoru, bo moim zdaniem przeklinają tylko ludzie, którzy nie umieją powiedzieć nic innego, ale dzielnie zaciskałam zęby, a czasem nawet gwałtownie wypuszczam powietrze nosem, bo powiedziany był jakiś zabawny żart. Pamiętam też, że kilka lat temu ojciec dostał Świat według Clarksona. Jestem pewna, że nie przeczytał tej książki. Znalazłam ją na najniższej półce i z satysfakcją zauważyłam, że umiem bez najmniejszego trudu wstać z pełnego kucu z ciężarem ciała na piętach. Przysiady z wyskokiem działają.

Dla mamy wzięłam książkę z jaszczurką - Aleję Tajemnic. Oba tytuły zostawiłam na łóżku w ich sypialni i wreszcie mogłam zająć się własnym czytelnictwem i Małymi Kobietkami.

~*~
Dzień 31
Za przygotowaną książkę wieczorem zabrała się tylko mama. Zuzia też oczywiście przeczytała kilka stron Czarusia, ale faceci w tym domu najwyraźniej gardzą literaturą.

~*~
Dzień 32
Skończyłam dzisiaj Małe Kobietki, a wieczorem spotkało mnie coś pięknego.

Idąc do toalety na górze muszę minąć pokój mojego brata, więc zawsze widzę co ciekawego robi. A on robił coś niebywałego – czytał. Leżał zakopany w pościeli i powoli przewracał stronę za stroną. Weszłam do toalety z poczuciem wypełnienia misji.

Zeszłam na dół szczęśliwa, ale zauważyłam, że mama ogląda Chicago Med więc porwałam banana i się wycofałam.

~*~
Dzień 33
Nie zaczęłam wczoraj nowej książki, więc dzisiaj rano znowu stanęłam przed tym trudnym wyborem. Stwierdziłam jednak, że skoro ostatnio kupiłam coś nowego, to wypada to przeczytać, bo później zapomnę i przepadnie w czeluściach regału.

~*~
Dzień 34
Udało się, dzisiaj, w piękne piątkowe popołudnie moja mama zamiast usiąść i obejrzeć powtórkę wczorajszego Chicago Med przeczytała ponad dwa rozdziały książki. Potem nadszedł epizod premierowy więc ją odłożyła, ale w jej oczach widziałam, że jeszcze wieczorem pochłonie się w słowach znowu.

~*~
Dzień 35
Po dwóch dniach skończyłam Dziewięcioro nieznajomych i powiem szczerze, że nie spodziewałam się tego, co wydarzyło się na końcu. Znowu przeczytałam książkę bez głębszych refleksji, ale muszę przyznać, że było kilka momentów, które dają do myślenia.

Kurnik został dzisiaj skończony, nie ma w nim kur, ale uważam, że to szczegół. Ojciec resztę dnia przeleżał na kanapie, więc stwierdziłam, że po prostu poproszę go, żeby przeczytał tę książkę.

Moja prośba została przemilczana, ale nie mam zamiaru się poddać. Może po prostu trzeba dać mu czas.

~*~
Dzień 36
Wygrałam! Gdy rano zeszłam do sypialni zapytać się mamy, czy chce jajecznicę zobaczyłam książkę położoną na płasko na wykładzinie. Podniosłam ją i zadowolona stwierdziłam, że ewidentnie ojciec przekonał się do czytania. To nie był Świat według Clarksona, tylko Made in Poland, czyli wywiad z powstańcem. Mimo to jestem spełniona.

~*~
Dzień37
Zuzia skończyła Czarusia, Olek stwierdził, że nie lubi czytać, ale pokochał audiobooki, a mama zamówiła dzisiaj kolekcję dziesięciu książek Irvinga.

To ja jestem wirusem w tym domu. Ja jednak zarażam czymś ciekawszym niż COVID 19.


Tytuły użyte:
Lato szczupaka autorstwa Jutty Richter
Czaruś, mały uciekinier autorstwa Holly Webb
Cykl Harry Potter autorstwa J.K Rowling
Świat według Clarksona autorstwa Jeremy’ego Clarksona
Made in Poland, czyli wywiad z jednym z ostatnich żołnierzy Kedywu - Stanisławem Likiernikiem, autorstwa Emila Marata i Michała Wójcika
Aleja tajemnic autorstwa Johna Irvinga
Dziewięcioro nieznajomych autorstwa Liane Moriarty
Małe Kobietki autorstwa Louisy May Alcott
Cykl Wiedźmin autorstwa Andrzeja Sapkowskiego
Zew Krwi autorstwa Jacka Londona
Biały Kieł autorstwa Jacka Londona
Call me by your name (Tamte dni, tamte noce) autorstwa Andre Acimana
Był Sobie Pies autorstwa W. Bruce’a Camerona
Zielona Mila autorstwa Stephena Kinga
Dziki autorstwa Guillermo Arriagi (naprawdę mi się nie podobało, ale dużo ludzi nazywa ją arcydziełem)
Anaruk chłopiec z Grenlandii autorstwa Czesława Centkiewicza
Latarnik autorstwa Henryka Sienkiewicza
II miejsce – Bartek z III TAK – zdjęcie
WIERSZE KONKURS "ZARAŹ SIĘ CZYTANIEM!"

III miejsce – Mariola z IV TOT
"Nie marnuj czasu na smutek"

Przeleję na papier uczucia,
myślę, że to najlepsze rozwiązanie.
Może nie będzie mi już dokuczać
myśl o naszym następnym spotkaniu.

Wczytaj się w te wersy,
spróbuj mnie zrozumieć,
bo ja nie widząc Ciebie,
żyć tak naprawdę nie umiem.

Zaraź się czytaniem,
nie smutkiem,
nie łzami.

A tuż przed naszym następnym spotkaniem,
śmiać się będziemy z tego,
co za nami,
lecz wtedy
już nie sami...

Będziemy razem.
Ta wizja jest pięknym obrazem.
Daje mi nadzieję,
że będą lepsze dni,
a razem z nimi Ty.

Wyróżnienie - Krzysiek z 1 TB
Koronawirus świat atakuje,
Każdy człowiek panikuje
Ja sam w szoku nie wiem
Co się dzieje,
Chyba zaraz oszaleję.

Człowiek od człowieka daleko stoi,
Bo się tej zarazy boi.

Do szkoły nie chodzimy,
W domu siedzimy.
Online się uczymy
A później siadamy i chętnie
Książki czytamy.

Przez okna patrzymy
Do Boga się modlimy.
Panie Boże bardzo Cię prosimy,
Niech ten dzień już nastanie,
Że ta zaraza ustanie.
III miejsce – Sara z IV TOT – zdjęcie

 

A teraz wyróżnienia:

Weronika z III TOT – zdjęcie
 

powrót do listy aktualności